czwartek, 29 listopada 2012

a truth relase you?

Szeptanie do gwiazd jest absurdalne i nijak ma się do spełniania życzeń, ale jest w tym coś magicznego, co wspiera człowieka na duchu i daje mu nadzieję.

Dyskoteka była jedną z lepszych, nawet miałam czas by tańczyć! :D. 
Ogólnie ten tydzień pod względem nauki jest naprawdę straszny. Dzień w dzień kartkówki i sprawdziany. Nauczyciele szaleją no :>. Wczoraj z Komusią w mieście. Dzisiaj pewnie pójdę jeszcze na wieczorny spacer ;3. A, i jest pełnia! 

Light me up a cigarette and put it in my mouth
You're the only one that wants me around
 And I can think of a thousand reasons why.









wtorek, 27 listopada 2012

wake me up

Wstałam i tak chce mi się spać, że masakraa.
Ciekawy dzień będzie dziś. Za chwilkę do szkoły, siedzę tam tak mniej więcej 12,5 godzin, suupcio ;3. Dyskoteka andrzejkowa, ogarniamy wszystko of course. Oprócz tego chyba znów daty z historii, znów się nie nauczyłam, bo nie bardzo byłam w stanie wczoraj. Dodatkowo zgubiłam klucze od domu i muszę czekać na siostrę, aż przywiezie swoje - nie idę na wf ;33.
Dzisiaj prysznic w szkole będzie, jak słodko :D
Fafafafajnie zaczyna być, ogólnie :33.
Doobra, lecę się zbierać, w słuchawkach Mesajah. No to miłego ! :)

Ludzie to dziwni są, ot co. 

niedziela, 25 listopada 2012

Diva

Nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że to już koniec.
Nie ma drogi powrotnej. Naprawdę.
Próbujesz sobie przypomnieć, kiedy wszystko się zaczęło.
A zaczęło się wcześniej niż ci się wydaje. O wiele wcześniej.
Wtedy zaczynasz rozumieć, że nic nie dzieje się dwa razy.
Już nigdy nie poczujesz się tak samo.
Już nigdy nie wzniesiesz się trzy metry ponad niebo.

Next, next, next. Jak to szybciutko leci, łaa :). Tydzień minął , każdy dzień tak samo. W piątek rodzice pojechali do Wawy, wolny domek, Marcin wpadł na noc-  nad ranem? czy coś :D. Sobota pobudka przed 12 we like it. A dziś łyżwy z Kubą i Magdą - 4 godziny czekania na busa żeby później jechać samochodem a na lodowisku być 30 minut. Brawo, brawo. 

Jestem wykończona po całym tygodniu, nie wysypiam się w ogóle...
Dajcie śnieg, duużo śniegu, proszę ;3.


poniedziałek, 19 listopada 2012

Whatever, dame?

Zagubiliśmy się w biegu naszych potrzeb i ciągłej troski o drugiego. Zatraciliśmy delikatność, którą tak ceniliśmy. Zatlone oczy nasze, wciąż szukają ukojenia, by mogły spojrzeć po raz kolejny na akt naszej wierności. Znurzona światem i końcem tej troski, pragnę tylko powiedzieć, że nie było mądrym mówić o tym, czego sami się lękamy.

Jutro tylko kartkówka z wszystkich dat z 2,5 roku, umiem aż jedną , lovely.
No zapowiada się dosyć ciekawie, niestety. Kawa z rana i do przodu. W dodatku jestem tak zmęczona, że aż pójdę spać zaraz, szalona. O 16 ciemno, rano ciemno, uwielbiam ten klimat. 
Dzisiejszy dzień jednak pozytywny, ok.
Idę zaraz się przygotować do kolejnego ciężkiego dnia.
I powiem Wam, że spacery w granicach 19:30/20:00, gdy jest już ciemno w miłym towarzystwie są jak najbardziej polecane, a więc polecam!

Miaazga:


So fucking true, my darling.;*

sobota, 17 listopada 2012

I touch your mouth. My hand touch your mouth.

"Przecież jestem tak banalna, że aż typowa, nic się nie dzieje, jestem nigdzie i wszędzie, zawsze i nigdy. Kiedyś byłam bardziej, tak mi się przynajmniej wydawało, a teraz jestem mniej. Teraz tylko trwam, nie wierząc i nie oczekując" - M. Fox. Lubię tę książkę :).
Sobota mija samotnie. Co nie znaczy, że źle. Rano sprzątanie, ogólnie siedzę w piżamce cały dzień. Oglądnęłam świetny film. Oprócz tego cały czas wymiana maili z fascynującym A. Naprawdę mi to pomaga.Wczoraj Bielsko z Marcinem, zakupy, przymierzalnie i wgl świetnie było ;3. Na jutro jeszcze konkretnych planów nie mam, ogarnie się coś na spontana :).
Tydzień minął szybciutko, bez jakichkolwiek komplikacji i niech tak leci do Świąt, prooszę.

 Tak więc kontynuujemy wieczór z Pezetem i skrzynką mailową. I like it. ;3

"Znali się na wylot, jedyne czego potrzebowali to siebie na wyłączność. Ta przyjaźń chciała zabijać, jeśli nie było ich, nie było też świata wokół nich. Wszystko rozpadało się na cząstki, których nie poskładałaby żadna siła.  Byli, wracali, odchodzili i znów wracali. To była ich jedna wielka pierdolona natura. Poryta już psycha, gdy na starcie się żegnali, a na mecie witali.  Byli tam, gdzie inni pragnąć by chcieli, razem przez świat do przodu. Każda chwila była ich chwilą, szczęśliwą chwilą odrywu od tego chorego świata. Widziałam ich, szli dumnie obydwoje z rękoma w górze. Obydwoje tak bardzo wyjebanie. Spoglądał na nią, ona na niego, uśmiechnięci znów przecież obydwoje. Należeli tylko oni do swego świata, ta przyjaźń to była jedna wielka toksyczna miłość. Cholera, nie wiem, co się z nimi stało, ale brak mi widoku tak szczęśliwych małolatów.
Jechali autobusem, być może po szczęście, ona zmęczona śpiąca na jego ramieniu on dumnie przy niej czuwający. Tak zjednoczeni dwoma ciałami, a jedną duszą. Być może pieprzony los tak chciał, być może to oni nie chcieli. Znali się przecież tak doskonale, wszystko o sobie mogli powiedzieć. Jednak ona kurwa wzięła tego bucha. Stali, zziębnięci, ale jak zwykle uśmiechnięci. Byli tam, przytulali się, on ją całował w policzek, tacy szczęśliwi. Olewali wszystko, wszystkim wokół wystawiali w górze środkowy palec. Wyjebane mieli maksymalnie na wszystko. Ich sytuacja była taka sama, obydwoje nienawidzili świata i życia, którym dysponowali.Chcieli razem skończyć lub choć razem je przetrwać. To, co ich łączyło nie było przeciętnym banałem, było to coś, czego zapragnąłby każdy. Stali znów, jak zwykle zresztą, tym razem smutni, pozbawieni życia ze wzrokiem rozpadającym się po podłodze. Spoglądał na nią z umierającą duszą w oczach, ona spoglądająca na niego z szklanymi oczami. Ich usta wypuszczały oddech zdrady, oddech wierności, oddech pieprzonej przyjaźni. Leżeli na ławce, trzęsący się z zimna, ale dalej szczęśliwi, a szczęśliwi, bo razem.
Widziałam ją, szła ze słuchawkami w uszach, ze szklanymi oczami patrzyła przed siebie. Widziałam go, szedł ze słuchawkami w uszach, z oczami pełnymi obłędu, patrzył na nią. Spojrzeli się na siebie, on ją przytulił, ona go mocno objęła, płakała. Wyszeptał ciche ,,kocham Cię'' i spojrzał w jej oczy. Ona cała zdruzgotana, On w strachu. Odeszli, On gdzieś indziej, Ona gdzieś indziej.
Już nie razem, już nie ma tej przyjaźni, już nie ma ich szczęśliwych, uśmiechnietych małolatów.
Nie ma ich. "


Ładne. Przykro mi trochę.

sobota, 10 listopada 2012

awww!

Znów kolejny weekend *,*. Wczoraj wieczorem wpadł M., dziś sprzątanie a po południu z ekipą. Wywalili nas z avanti z shishą, poszliśmy szukać miejscówy, ksiądz dał nam melasę, pijany dziadek nas mocno przestraszył i wylądowaliśmy na Olszynach. Przypałowo więc było trochę. Później do domciu, na chwilę dać prezent Marcinowi i już sobie leżę z herbatką w łóżku. Jutro imieniny cioci , wieczorem pewnie jakiś spacerek. 

Aa, no i Marcin ma dzisiaj urodziny , zatem WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KOCHANY. Tradycyjnie jeszcze dodatkowo na blogu trzeba Ci napisać jakieś słitaśne życzenia, bo by było przypałowo, jakbym tego nie zrobiła, przecież to takie lanserskie ;3. Mam nadzieję, że przez tą chwilę dziś poprawiłam Ci dodatkowo humor swoim ryjem, zachowaniem i prezentem. W sumie to wszystko, co chciałam Ci życzyć już powiedziałam i napisałam private, ale rozpiszę się jeszcze tu, o byle czym, że niby długie i kochane życzenia. Więc zdrowia, szczęścia, duużo miłości, szczerości, dobrej dorosłości i always tak zdałnionej dziewczyny = mnie, Ci życzę. Jesteś jedyną osobą, którą tak szanuję, na której mi tak zależy. Cieszę się, że rok temu  <bez czterech dni> walnęłam sucharem o Ance <3. Przetrwamy wszystko. I każdego dnia masz wiedzieć, że jest ktoś mały, kto skoczyłby za Tobą w ogień. Razem damy radę i razem jej nie damy. Bądź po prostu szczęśliwy i uśmiechnięty.  Niech wszystko, co jest źle będzie dobrze i ogólnie wiesz ... szczęście, szczęście, uśmiech, uśmiech.
:* 

Jutro dodam zdjęcia z dziś, bo nie chcą się zgrać na kompa. A tymczasem łapcie coś dobrego ;3. Lecę spać, pa ;*


wtorek, 6 listopada 2012

Back from our darkest end

Aż 7 tygodni do świąt = do przyjazdu Nikodema. W sumie przeleci szybko ;). Piątek wieczorem u Marcina, sobota  u Sandry z Aśką, Kubą, Bobkiem i Krystianem, niedziela w domu , poleniuchowałam. Wczoraj najluźniejsze lekcje ever + Natala Prezydent <3. A dzisiaj dyżuuur ;3. Ogólnie jest good, startujemy z próbami do Mikołajek. Lecę ogarniać dom i wpada Pan M.  Bye ;*.


                     "I got my future and it's ticking, life is yours if you living"

- Zeds Dead < jaramy się ;3 >

Z Izy fbl. ukradzione ;*